"Jawne wymuszenie"
Młodzieńcy w jednej chwili poczuli szok i gniew.
— Co, chyba się przesłyszałem, prawda?
— Fang Yuan, twoja głowa musiała się przegrzać i pomieszać. Naprawdę zamierzasz stanąć w bramie akademii i szantażować nas?!
— Oszalałeś? Kto dał ci odwagę, by próbować takich sztuczek na nas?
— Spadaj, jesteś tylko marnym potencjałem klasy C, jak śmiesz zagradzać mi drogę. Jeśli nie odejdziesz, poślę cię w powietrze moim… Uargh!
Fang Yuan nagle uderzył.
Jego prawa dłoń błyskawicznie przecięła powietrze do przodu. Ruch był szybki i precyzyjny — krawędź dłoni trafiła w lewą stronę czyjejś szyi.
Ten pechowy młodzieniec zupełnie nie spodziewał się nagłego ataku Fang Yuana. Wciąż przeklinając go pod nosem, nagle otrzymał ciężki cios. Jego oczy natychmiast uciekły do góry, i zemdlał na miejscu.
— Kurwa! Naprawdę odważyłeś się uderzyć?! — Tłum drgnął, a młodzieńcy mimowolnie cofnęli się o krok.
— Gu Yue Bei Ju zemdlał, co teraz robimy? — kilku z nich, przerażonych, krzyczało w panice.
— A co innego można zrobić?! Jest nas tylu, a Fang Yuan jest sam. Powinniśmy wszyscy razem rzucić się na niego i sprawić mu lanie. — ktoś wykrzykiwał, wybuchając wściekłością.
— Zgadza się, on naprawdę nie zna swojego miejsca! Jak śmie prowokować nas w pojedynkę. Sam kopie sobie grób tą swoją nadmierną ambicją! Wszyscy razem na niego!!
Lecz zanim zdążyli cokolwiek zrobić, Fang Yuan już zaatakował. Zrobił kilka kroków naprzód, wpadając wprost w grupę młodzieńców.
Uderzył dłonią, a krawędź jego ręki trafiła w szyję jednego z chłopców. Ten przewrócił oczami do góry i upadł.
— Aaach—! — kolejny młodzieniec wrzasnął głośno, zamachując się pięścią na Fang Yuana, przecinając powietrze. Fang Yuan opuścił ciało i uniknął ciosu, po czym uniósł nogę i kopnął chłopaka w krocze.
Aaaach ałaaa—!
Głośny ryk młodzieńca, początkowo donośny i pełen oburzenia, po otrzymanym ciosie natychmiast wzniósł się wyżej, stając się ostry i przenikliwy, pełen rozpaczy i bólu.
Zakrył krocze obiema rękami, kolana ugięły się pod nim, gdy osunął się na ziemię. Tarzał się po ziemi, krzycząc głośno, ból był tak dotkliwy, że całe jego ciało pokrył zimny pot.
Fang Yuan wywijał obiema pięściami niczym tygrys, który wtargnął w stado owiec!
Miał za sobą pięćset lat doświadczenia bojowego, a ci młodzieńcy byli jedynie garstką niedojrzałych szczeniaków; dopiero niedawno zaczęli kultywować — jakże mogliby stanowić dla niego rywali?
W mgnieniu oka Fang Yuan powalił całą grupę młodych uczniów. Ci, którzy nie zemdleli, leżeli na ziemi, wycieńczeni bólem, z ciałami obolałymi na całej długości.
— Co tu się dzieje?! — nadbiegł Gu Yue Mo Bei, wykrzykując. Ujrzał Fang Yuana stojącego przy wejściu do akademii, a wokół niego na ziemi leżało pięciu, sześciu uczniów.
— Ten Fang Yuan, o-on chce wymusić od nas Pierwotne Kamienie! — wykrzyknął gniewnie jeden z leżących na ziemi, trzymając się za brzuch.
— Ho, wciąż pełen energii, jak widzę. — Wyraz twarzy Fang Yuana pozostawał obojętny, gdy zaciekle kopnął w brzuch chłopaka, który przed chwilą to wykrzyczał.
Młodzieniec natychmiast krzyknął z bólu, jego ciało skręciło się niczym krewetka. Na jego twarzy pojawił się strach, po policzkach popłynęły łzy, gdy nie odważył się już więcej odezwać.
Widząc tę scenę, uczniowie, którzy właśnie nadeszli, poczuli w pełni zaciekłość i okrucieństwo Fang Yuana; ich serca zaczęły bić szybciej.
— Dobrze, teraz bądźcie grzeczni i wręczcie mi po jednym Pierwotnym Kamieniu. Wtedy was puszczę, w przeciwnym razie spotka was ten sam los, co tych tutaj na ziemi. — Fang Yuan zrobił wielki krok naprzód, jego ton był bezlitosny.
— A twoja matka! Ty, marny potencjał klasy C, śmiałbyś pokonać mnie, potencjał klasy B? — Gu Yue Mo Bei wpadł we wściekłość, zamachując się pięściami i rzucając się na Fang Yuana, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować.
Lekko obracając kostką, Fang Yuan delikatnie uchylił się w bok, pozwalając pięści Mo Beia przelecieć obok. Następnie wyciągnął lewą dłoń, unosząc palec wskazujący i środkowy w stronę środka obojczyka Mo Beia, precyzyjnie trafiając w miejsce poniżej gardła.
Mo Bei natychmiast stracił przytomność, upadając na ziemię z głuchym łoskotem, zemdlał w miejscu.
Widząc, co się właśnie wydarzyło, młodzi uczniowie, którzy zamierzali natrzeć, natychmiast się zatrzymali, każdy z nich wciągając zimne powietrze przez zęby.
W oczach tych młodzieńców ataki Fang Yuana nagle stały się zbyt wyrafinowane, by je pojąć. Nie zwracali uwagi na podstawy sztuk walki, a przecież wspominano o tym niejasno podczas zajęć. Ciało ludzkie posiadało wiele wrażliwych punktów, a kilka miejsc, w które trafił Fang Yuan, należało właśnie do owych wrażliwych obszarów. Trafienie w te miejsca z łatwością powodowało natychmiastowe omdlenie, a mocniejszy cios mógł wywołać stan zagrażający życiu.
Fang Yuan zachowywał jednak podczas ataków należyte umiarkowanie.
Ci, których powalił, byli albo nieprzytomni, albo cierpieli w ogromnym bólu, tracąc na krótki czas zdolność do walki. Nikt nie odniósł tak naprawdę poważnych obrażeń.
Oto groza pięciuset lat doświadczenia bojowego!
— Oddacie mi swoje kamienie, czy nie? — Fang Yuan zrobił krok naprzód, przymuszając pozostałych młodzieńców. Spojrzeli po sobie przez chwilę, po czym połowa z nich zacisnęła zęby, druga połowa zaryczała z wściekłością, i wszyscy rzucili się razem na Fang Yuana.
Fang Yuan uchylał się, jednocześnie atakując. Jego baza kultywacyjna była niska, lecz jego wewnętrzne królestwo wciąż tam było; jego serce było chłodne jak lód, a ruchy szybkie i precyzyjne.
Łups, łups…
Po kilku oddechach kolejne ciała ponownie osuwały się na ziemię.
— To jest zbyt brutalne! Zbyt straszne!
— Chyba nie umrą, prawda?
Pozostało jeszcze kilka dziewcząt, które nie ruszyły naprzód. Ich oczy były szeroko otwarte, a po tym, co dotąd zobaczyły, ich ciała drżały coraz mocniej.
Fang Yuan powiódł po nich wzrokiem, a ich twarze zbladły, gdy szybko wymachiwały rękami i cofały się.
— Nie, nie podchodź. Poddamy się, oddamy kamienie!
Gdy Fang Yuan otrzymał od nich kilka Pierwotnych Kamieni, pozwolił im odejść. Wybiegły potykając się z bramy akademii, podczas gdy kolejno nadchodzili następni uczniowie.
By opuścić akademię, ta brama stanowiła jedyną drogę. Blokując to przejście, Fang Yuan mógł zablokować wszystkich uczniów.
— Cholera, co się tu dzieje?! — nowa fala uczniów wpatrywała się w zdumieniu.
— Czy to nie Gu Yue Mo Bei? — Gu Yue Chi Chen wpatrywał się w nieprzytomnego Mo Beia leżącego na ziemi, z szeroko otwartymi oczami i rozdziawionymi ustami.
Gdy Fang Yuan otwierał usta i przemawiał, młodzieńcy natychmiast wpadali w gniew i atakowali go, po czym padali.
— Panie starszy, czy mamy tylko na to wszystko patrzeć i nic nie robić? Co, jeśli ktoś straci życie, jak wtedy naprawimy tę sprawę? — strażnicy byli zaniepokojeni.
Niektórzy ze strażników byli oburzeni, mówiąc: — Ten Fang Yuan ma zbyt wiele odwagi. Naprawdę śmie wymuszać pieniądze od swoich kolegów z klasy przy bramie akademii, tuż pod naszym nosem. To działanie z całkowitym lekceważeniem prawa i dyscypliny! Wystarczy, że pan wyda rozkaz, a my, podwładni, zabierzemy stąd tego smarkacza.
Gwałtowne zajście, gdzie Fang Yuan zablokował bramę i jawnie wymuszał pieniądze od kolegów z klasy, od samego początku przyciągało uwagę. Lecz śmiertelni strażnicy nie mieli prawa karać uczniów, więc mogli jedynie udać się najpierw do starszego akademii i zdać mu raport.
Gdy starszy akademii usłyszał tę wieść, nie wydał od razu rozkazu, by to powstrzymać. Zamiast tego wszedł na pawilon i obserwował z oddali.
„Wygląda na to, że to dziecko posiada talent bojowy". Im dłużej starszy akademii to obserwował, tym większe budziło się w nim zainteresowanie.
Dzisiejsze posłużenie się ostrzem księżyca przez Fang Yuana już wcześniej wywołało w starszym pewną niepewność. Teraz obserwował, jak Fang Yuan, polegając wyłącznie na własnej sile, uczynił wrogiem cały rocznik uczniów, prezentując pewien niepowstrzymany, pełen wdzięku styl walki. Dzięki temu wątpliwości w jego sercu wreszcie się rozwiały.
Na tym świecie istnieli tacy, którzy odznaczali się szczególnym wyczuciem i bystrością w walce; był to ukryty dar. Byli dobrzy w walce i kochali bitwy. W boju często czerpali natchnienie, tworząc zdumiewające, wręcz niewiarygodne osiągnięcia.
„Ach, to urodzony Mistrz Gu walki. Szkoda, że jego talent to jedynie klasa C; ostatecznie zabrakło mu zaledwie jednego stopnia klasy". Starszy akademii westchnął głęboko.
— Panie, czy nie zamierza pan powstrzymać tej farsy? Obawiam się, że pozwalając mu kontynuować te bzdury, konsekwencje nie będą zbyt dobre. — stojący obok niego strażnik miał na twarzy wyraz zatroskania.